Przyznam, że to dosyć wczesna pora na powrót z knajpy. W Edku (w Pubie Edynburg a nie jakimś tam Edku) odbył się koncert. Był świetny! Do tego stopnia, że chciałem po koncercie podejść do wykonawców i powiedzieć "świetny koncert, tylko przydał by się Wam jeszcze wokalista". Dla tych mniej w temacie dodam, że zespół który grał, to było dwóch nastolatków, w tym jeden ciągle starał się być wokolistą. Niestety permanentnie mu to nie wychodziło i mimo wchłoniętych dwóch pszczyńskich nie mogłem ich słuchać. Moja żonka, starała się mi wmówić że nie powinienem wygłaszać głośno i publicznie moich negatywnych opinii o zespole. Niestety kiedy po bloczku swoich hitów zaśpiewali Myslovitiz to nie wytrzymałem. Dziwne, po kilkudziesięciu minutach stwierdziła (przy kwestii wokalisty aaaaaaaaa uuuuuuuuuuuuuuuuuu uuuuuu) "zaraz się zlecą kundle". Ów bielski zespół był z obstawą: mega denerwujący fotograf w kołnierzyku, który ciągle napierdzielał flashem po oczach (aż chciało się powiedzieć po Marku Kondradzie z Dnia Świra "wyp!erdalaj Pan z tą harmoszką"), jakieś lasencje które ciągle wychodziły na powietrze w celu wchłonięcia świeżego dymu tytoniowego oraz taki jeden wielki Pan w niebieskim tshcie z napisem na całą klatę "JEEBOOK" eee... tzn REEBOOK, którego Aniusia w napływie weny nazwała "Ralph Demolka". Tak więc (nie zaczyna się zdania od "a więc" - ciągle to w szkole słyszałem i jak widać dotarło do mnie!) koncert był mega świetny, tylko znów cytując za Aniusią "za wcześnie wyszli z garażu".
Piątek jednak zaliczony. Wyszedłem do ludzi i nikogo nie pogryzłem, więc można uznać wieczór za udany. Na szczęście w domu czeka na mnie jeszcze wiele pszczyńskich i dobra muzyka, więc myślę że będę go kontynował. Polecam wychodzenie z domu. Jest ciekawie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz