sobota, 15 grudnia 2012

Zróbmy z niej kładkę

Powracam i powrócić nie potrafię. Kaszel, który zdaje się zostanie już ze mną do końca mojego życia, stał się ponurą ścieżką dźwiękową minionego tygodnia. Atakuje dalej, tyle że już gdzieś maczetę zostawił. Coś w końcu zrobiłem w domu - jakąś marną namiastkę obiadu. Można by to nawet uznać za sukces w świetle totalnie przebimbanego tygodnia. Ale sobota i tak cała zmarnowana, czyt. przespana. Ale nawet mi nie żal, nie wiadomo z czego ciągle jestem śpiący. Jedyne co dziś zrobiłem sensownego oprócz przytoczonego obiadu, nakarmienia psa i rozpalenia w kominiku to zobaczenie Świętego Grala. Oczywiście tego od Monty Pythona. Pewnego dnia, to wszystko będzie Twoje - powiedział ojciec do zniewieściałego syna pokazując za okno. Co? Zasłony? - zapytał. Nie, teren za oknem! Podirytował się ojciec. Rozumiem Matko - odpowiedziała nieudana latorośl. Ojcze! Mistrzowska scena, jak ta w której Lancelot wybija połowę wesela, po czym ojciec wesela mówi: To ma być wesoła uroczystość, nie kłóćmy się kto kogo zabił. Kocham ten film. Angielskie obszczaj kundle. Plan na sobotę mam taki. Teraz ja, Lancelot i Galahed wyjdziemy z królika ;p po czym dalej idę chyba spać. Jutro miałem się jak co rok przed wigilią spotkać z przyjaciómi ze  studiów, tylko że w świetle nieprzemijającej choroby, obawiam się że jednak to oleje. A może nie. Na koniec pytanie, jak sprawdzić czy kobieta z brodawką i sztucznym nosem jest czarownicą? Zgłoszenia umieszczone w orzechach kokosowych  można przesyłać za pomocą jaskółek europejskich na znany wybrańcom adres. Over.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz