Jest piękna noc. Ciemna sylwetka zabytkowego kościoła Opactwa odcina się ostro na zabarwionym na pomarańczowo niebie. Z nieba lecą piękne płatki śniegu, które potem trzeszczą pod stopami. Idziemy na spacer, w pewnym momencie ktoś rzuca śnieżką i zaczyna się walka. Dziewczyny uciekają, T. je goni. przecież żadna nie chce zostać "spudrowana". Budynki, które były świadkami już setek zim, przyglądają nam się bez słowa. Odgłosy walki, odbijają się od głuchej ciszy. A jeszcze przed chwilą było tak gwarnie. W dyskotekowej sali obok bawi się kilkadziesiąt osób. DJ zapodaje "seksualną niebezpieczną", każdy wygina śmiało ciało, jakby nie zważając na to jak bardzo żenująca muzyka leci w tle. Jest Ballantines, czerwone i białe wino, wódka, piwo. "Mój alkohol ma power
Na twe smutki i żale
Teraz dobrze to czujesz i wiesz"
Każdy bawi się wyśmienicie, dorzynając swoje struny głosowe, przed chwilą ostro nadwyrężone przy kakraoke. Jest "Wawka" i "Nasi". Są Interaktywni, Małże oraz Szybcy i Wściekli. Faceci piją łychę, najeżdżając na siebie od "pedałów". Cóż za nie fart, wszak wagino-sceptycy są wśród nas. Kobiety też nie wylewają za kołnierz, a potem wiją się na parkiecie kusząc i nęcąc niejednego. Był Mikołaj, była biedna śnieżynka odziana w barwy narodowe, która chcąc nie chcąc stała się obiektem seksualnym. A przed chwilą łamaliśmy się opłatkiem. Były i prezenty na które trzeba było zarobić pokazywaniem haseł w kalamburach. Był i mój solowy występ Lucy Phere. W pokojach też trwają libacje. Łycha leje się strumieniami. Każdy bawi się po swojemu. Jedni siedzą jak mysz pod miotłą inni urządzają orgie seksualne. Jedni flirtują inni idą w ślinę. Sodoma i Gomoria. Jedni jeszcze chodzą, inni leżą zapici w trupa i muszą zostać zaniesieni przez tych którzy jeszcze chodzić potrafią. Nie obejdzie się bez ran i otarć. Jest bardzo wesoło, szkoda że potem będzie żenująco. "Teraz należysz do mnie
Ja cię srodze upodlę
Możesz mówić, ze Bóg to twój wódz
Będziesz taplał się w błocie
Kiedy trzeba pomogę
Ale potem upodlę cię znów" Na korytarzach trwają zakulisowe rozmowy. Plany, narzekania, rozmowy o przyszłości. Świetlistej - jak zawsze. Żadnych podziałów. Żadnych granic. Są również szczere rozmowy z przyjaciółmi, dzielenie się przeżyciami i wnioskami. Jest również ściana i wino z gwinta. Jest fajnie. Czasami nawet zbyt fajnie.
Integra bez wątpienia się udała. Żadnych granic. A w poniedziałek znów będzie "to ma być kur... brief? Co za tępa strzała".