Chociaż moje gardło odmówiło posłuszeństwa i kaszlę jak gruźlik, ciągle chce mi się śpiewać. Chociaż cholernie bolą mnie kolana, nogi same wyrywają się do tańczenia. Chociaż nie mogę patrzeć na alkohol, marzy mi się łycha z lodem. Chociaż na zewnątrz jest sakramencki mróz chciałbym iść na spacer. Tęsknie za Sulejowem. Tęsknie! Chociaż moja rzeczywistość jest cudowna, ciężko mi póki co wrócić myślami z tej imprezy.
Mój brat wrócił z USA. Tennessee. Jest zachwycony wielkimi ciężarówkami. Posmakowały mu amerykańskie prawdziwe hamburgery, ale nie takie z MC'a. Prawdziwe ;) Opowiadał o niesamowitej otwartości i chęci pomocy Amerykanów. Pokazywał jak wygląda w Stanach kryzys - zwykły wieczór w środku tygodnia, knajpy pękają w szwach. Wielki rozmach, trochę kiczu, pełno muzyki country granej na żywo.
Powroty. Chyba jednak wypiję sobie łychę z gorącą herbatką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz