poniedziałek, 25 lutego 2013

Basen

BASEN, cóż za piękny zlepek liter. Kryje się za nim wieczne marzenie żeby się na nim znaleźć, chociaż tak ciężko się wybrać, a tak łatwo sobie wmawiać "że dzisiaj się pojedzie". Dziś, w poniedziałek 25.02 A.D. 2013 udało nam się! W przeciwieństwie do wczorajszego wieczoru po prostu nam się chciało, więc o 21:15 czasu środkowoeuropejskiego wyruszyliśmy w 10 minutową podróż. Dla zmęczonych mięśni, ruch w basenie to niemal orgazmistyczne uczucie. Wszystkie napięte mięśnie się rozluźniają. 1, 1, 1, 2, 2, 2.... odliczam w myślach przepłynięte długości. Żeby chociaż 10, a może 12! Pływam energicznie i staram się spalić jak najwięcej kalorii, bo znów na brzuchu zmagazynowało się tyle tłuszczu że zaczyna on już niebezpiecznie uwierać na moją psychikę. Za każdą "strzałką" naciągam maksymalnie plecy...jedno naciągnięcie za godziny siedzenia przed komputerem. I jeszcze raz... i jeszcze... Mięśnie bolą i płaczą - znów czuje że żyje.
W przeciwieństwie do pływania, prysznice a szczególnie przebieralnie już nie są tak do końca orgazmistyczne, bo oglądanie męskich tyłków (ciekawe co sobie teraz wyobraziły czytelniczki, wrażeniami proszę się dzielić w komentarzach ;p) już mnie tak nie fascynuje. Zawsze się zastanawiam czemu niektórzy muszą świecić rowami i machać fiutkami. Owłosione męskie tyłki... może kobiety one fascynują, może nie, mnie nie koniecznie. Nigdy nie uprawiałem tego sportu i nie zamierzam. Myślałem że parsknę dziś śmiechem, jak pewien pan wyszedł z przebieralni (tacy też są) w slipkach a na ich pasku widniały, okalane włosami z pleców napisy z nazwą marka "Slogi". Zaraz przypomniała mi się reklama radiowa sprzed lat, kiedy pani ładnym głosem, zmysłowo mówiła "Slogi to moje majteczki". Na szczęście się powstrzymałem ze śmiechem. Tak jest z tym basenem, ratuje i inspiruje. Trochę się potem śmierdzi chlorem, generalnie jednak przeżycia są in plus. Polecam ;) A po baseniku, zasłużony wielozbożowy chlebek z kiełkami.... mniam!

1 komentarz:

  1. To zamiłowanie do świecenia pupami musi być ewidentnie męską domeną, bo po mojej stronie panie namiętnie mydlą sobie stroje kąpielowe. Kiedyś zdarzało mi się chociaż częściowo odkrywać ciało, bo w końcu wszystkie mamy to samo (prawda?), ale teraz, kiedy najpierw mam brzuszek, potem długo długo nic i dopiero później widać resztę, to jakoś tak niezręcznie, nie wypada ;) Za to przebieram się w szatni bez większej krępacji; staram się nie razić nikogo widokiem nagiego ciała, ale jeżeli gdzieś tam wymsknie się kawałek piersi albo pośladka, to w końcu nic takiego niezwykłego. Chociaż oczywiście moje są super ;)

    OdpowiedzUsuń