sobota, 27 października 2012

Diamenty są wieczne

Czas mija nieubłaganie. Mówi się, że nie ma nic stałego na tym świecie i jest w tym sporo racji. Ale są takie rzeczy, które trwają ciągle lub pojawiają się cyklicznie, a trwając z nami od lat, dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa i stałości. Dla mnie (jakby absurdalnie to zestawienie nie brzmiało) to: tradycja i rodzinne obrzędy, Święta, wakacje, te same utwory słuchane w radiu od lat, a także trójkątne wafelki, galaretki w okrągłych pudełkach  i... James Bond. Wraz z upływem czasu zmienia się również i Bond... ale trwa. Dziś pomyślałem, że mogę sobie wyobrazić, że nie będzie mnie za xx lat, ale nie wyobrażam sobie żeby nie było Bonda. Jak to? Przecież on zawsze był i zawsze będzie...

SKYFALL mnie zachwycił. Ale droga do tego była długa. Wpierw ujął piosenką Adele, potem zwodził (bo nie umiałem się na niego wybrać ;p) a gdy się już zarezerwowałem bilet to wydawało się że nieodebranie go 30 min przed seansem będzie skutkowało jego przepadnięciem. Okazało się jednak, że nawet hieny stojące w 20 minutowej kolejce po bilety nie zdołały mnie zatrzymać (co w sytuacji kiedy trzeba było ze świecą szukać seansów  z wolnymi miejscami miało duże znaczenie). I tak dotarłem z Aniusią na seans. Jaki był sam Bond to już zupełnie inna sprawa. Niech dzisiaj wystarczy że był bardzo dobry. Był, jest i będzie.