Nie pamiętam kiedy tu byłem ostatni raz. Nawet Yerba się już skończyła! I to dawno temu... Moje zaległości blogowe sięgają weekendu tydzień... dwa tygodnie...a może i 3 temu? Wtedy miało być o sympatycznym spotkaniu z A., M. jego żoną i dzieckiem. Spotkaniu jak zwykle bardzo przyjemnym, sympatycznym i bardzo pozytywnym, tylko jak zwykle za krótkim, bo wszystko co dobre szybko się kończy. Lubię ich towarzystwo. I lubię rozmawiać z M.o tym w czym jest najlepszy, wierząc że też kiedyś będę. I lubię też towarzystwo A., mimo tego że widujemy się codziennie. Strasznie fajni ludzie w tej pracy. Było też spotkanie ze znajomymi z Kato, którzy przybyli ze swoim lekko znerwicowanym psiakiem i babeczkami. Była ocena ich strony internetowej i dyskusja co by tu jeszcze poprawić żeby było lepiej. Było równie sympatycznie. Dużo kopniaków dzieciaka minęło od czasu kiedy tu byłem. Do porodu jakieś 3 tyg, za nami nawet już lekcje w szkole rodzenia i kolejna wizyta u ginekologa, tym razem bez zdjątka Hugo/Olgi/Oli/Julki (niepotrzebne skreślić). Było parę spacerów z Aniusią...parę filmów...masę jak zwykle fajnych wieczorów. Było masę śmiechu i "żarcia gruzu" ("Chyba Ty!"). Za mną również parę przeczytanych wywiadów z muzykami i trochę ogarnięta instrukcja obsługi dzieciola. Zniesione i porąbane przeszło dwa kubiki drewna, przygotowana wanienka ze stojakiem, zrobione projekty, ogarnięty tor saneczkowy w 3D. Nawet już Tata wrócił z sanatorium i zdążyłem zagrać z nim w szachy! Te same rosyjskie szachy w które graliśmy lata temu. Był i ciężki sen, zakończony nieludzkim, jak na tą tematykę, uczuciem duchowości. Było i oglądanie filmu "Searching for Sugar Man" oraz mania słuchania tego genialnego wykonawcy. Było i uczenie się słów "Sugar man, won't you hurry, 'Cos I'm tired of these scenes"... Było też liczenie wzrostu procentowego i obwodu papierosa. Było dużo dziwnych akcji w pracy. Było, było, było, było... Czas leci a my z nim. Coraz więcej spraw było. Nadchodzi jednak kolejna wiosna z nią nowe perspektywy i wyzwania. Będzie walka z olbrzymią nadwagą (mam już 100 kg! ;)). Będzie w końcu mycie samochodu, któremu już chyba pomoże tylko wzorem Heraklesa skierowanie do niego strumienia rzeki "Myjni". Będzie walka z nielegalnymi wysypiskami śmieci usytuowanymi w bagażniku i za siedzeniem. Będzie...Będzie, jeszcze wiele spraw.
Tymczasem rozliczyłem się z przeszłością i kolejny wpis... będzie...
jakie 100 kilo... ;P
OdpowiedzUsuńooo można dawać komentarze:))) no to teraz dopiero "będzie":D
OdpowiedzUsuń