sobota, 9 marca 2013

Sobota

Obudziłem się trochę później niż zwykle, jednak całe ciało dawało mi do zrozumienia że chyba zgłupiałem, że chcę już wstawać. Nie umiałem podnieść nawet ręką, wszak nic tak nie męczy jak tydzień nie robienia niczego (czytaj siedzenia przed komputerem). W związku z tym że był sobotni ranek, byłem dosyć wyspany i nie musiałem zrywać się z łóżka, wyjątkowo wiec nie musiałem informować rzeczywistości że nie spełnia moich oczekiwań. Za to burczenie w brzuchu Ż. informowało że muszę zejść po wczorajsze zakupy. Zerwałem się więc z łóżka, zabrałem dwie torby i poszedłem. Żeby nie było tak sielsko, musiałem jeszcze po powrocie trochę pomachać siekierą i upolować jakieś drewno żeby podnieść temperaturę w nieogrzewanym od wczoraj domu. Chwilę później ogień już buchał w kominku. Już wczoraj zostałem poinformowany, że dziś czeka mnie zbieranie zgrabionej trawy....i sprzątanie...i mycie samochodu. Sobota. Z trawą poszło całkiem nieźle, chociaż początki były ciężkie. Jedno jest pewne, nienawidzę innowacji w ogrodnictwie! Wystarczyło, że to coś zwane szumnie grabiami chwyciłem do ręki, aby przekonać się że z całą pewnością to urządzenie nie jest zaprojektowane do tego aby grabić. Nie dosyć że powyginane jakby wpadło pod ciężarówkę, to jeszcze za każdym ruchem obkręcało się o 90 stopni z całą pewnością uniemożliwiając grabienie. Czy komuś przeszkadzały zwykłe metalowe grabie na drewnianym sztylu (czy jak ktoś woli: kiju)? Niepojęte. Mimo przeciwności, jednak po kilkudziesięciu minutach były zwiezione trzy taczki  pełne trawy, jedna taka "normalna", tak jak kiedyś grabie, a dwie kolejne "innowacyjne" a'la to coś do grabienia. Garbate Niziołki...projektowały tą taczkę garbate Niziołki! Bo jak inaczej wyjaśnić fakt że nie da się wieźć tej taczki inaczej, jak ciągnąć jej za sobą w pozycji zgiętej pod kątem niemal 45 stopni? Potem już było tylko lepiej, bo w końcu wziąłem się za czyszczenie samochodu, zbieranie śmieci, mycie szyb, przecieranie uszczelek, czyszczenie kokpitu i plastikowych elementów oraz odkurzanie. Ciężko narzekać że czyściłem samochód około 2h, jeżeli biorę się za to raz na parę ładnych tygodni. Nie narzekam więc. Fakt jest taki że znowu miło do niego wejść i nie wstyd nikogo przewieźć. Odkrycie roku. Potem było jeszcze małe mycie karoserii. Na szczęście udało się wybrać dziś do lasu na spacer, który mimo dosyć kiepskiej pogody był całkiem miły. Zawsze fajnie się dotlenić. Dzień zakończył "Poradnik pozytywnego myślenia". Dobry film, na dobry dzień, warto zobaczyć.

4 komentarze:

  1. Plastikowe? Powyginane? Chyba nie chodzi Ci o te do grabienia liści...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. A co tu taka cisza nastała? Czyżby porwały Cię garbate Niziołki? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. trzymam za Was kciuki, mocno, mocno! za całą Trójkę!

    OdpowiedzUsuń